Hejt. Porozmawiajmy o tym jak krzywdzi się słowem

Dziś kolejny wpis z cyklu „POROZMAWIAJMY O…”. A będziemy rozmawiać o temacie, o którym ostatnio mówi się bardzo dużo, czyli o hejcie. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, co znaczy to słowo, bo dosyć dobrze przyjęło się ono w naszym słowniku. Osobiście myślałam, że nie jestem narażona na to przykre zjawisko, ale życie to zweryfikowało. Tak więc, zapraszam Was na nowy wpis: Hejt. Porozmawiajmy o tym jak krzywdzi się słowem.

Hejt w środowisku retro

Na Facebooku należę do kilku grup tematycznych. Nie udzielam się wiele, ale dużo czytam i obserwuje. Falowo, bo często mam momenty, że media społecznościowe mnie męczą i odcinam się od nich raz na jakiś czas. Staram się omijać dziwne afery i gównoburze, a tym bardziej nie brać w nich udziału, bo uważam, że szkoda na to marnować energie. Choć nie powiem, ostatnio miałam zaćmienie umysłu i skomentowałam polityczny post znajomej. Szybko tego pożałowałam, bo liczyłam na konstruktywną, miłą rozmowę, a spotkałam się z agresją.

Ale pomińmy ten przykład i wróćmy do w/w grup i afer. Sprawa ma się tak, że pomimo tego, iż nie śledzę i nie doszukuje się jakiś sensacji, to od prawie roku same rzucają mi się one w oczy. Kłótnie, oczernianie się nawzajem, wyśmiewanie, przesyłanie sobie screenów, a nawet tworzenie prześmiewczych memów. Niektórzy zasłaniają się tym, że wyrażają tylko swoje zdanie. Ale naprawdę, można wyrażać je tak, aby nie ranić drugiej osoby. Nasze retro środowisko jest dosyć małe, ale ma różne… hm, nazwijmy to podgrupy. I od dłuższego czasu zauważam, że te podgrupki starają się zjeść żywcem. Szczerze? Jest to dla mnie BARDZO przykre.

Uważam, że jest nas w Polsce na tyle mało, że powinnyśmy się trzymać razem i wspierać, a nie dzielić i obsmarowywać sobie tyłki. Każda z tych dziewczyn ma swoje zdolności i umiejętności – zamiast połączyć te super moce i stworzyć razem coś niewyobrażalnie fajnego i wartościowego to tracą czas i wenę na jakieś pseudo wojenki. Serio, dziewczyny? Naprawdę, jeśli to czytacie to ogarnijcie się! Dorosłe baby, a zachowujecie się jak w przedszkolu.

,,Murem podzielone”

Niestety, w całej tej sytuacji mam wrażenie, że oczekuje się od innych, że opowiedzą się po jednej ze stron. To męczące, bo ja np. nie chce stawać po żadnej stronie, nie znam clou problemu (i nie interesuje mnie ono), a lubię każdą z dziewczyn. I każdą podziwiam za coś innego. Spotykając się z jedną, narażam się drugiej i odwrotnie. To chore…
Moja menadżerka rzuciła ostatnio w pracy mądre słowa o empatii do bliźniego i o tym, aby zastanowić się nad swoim własnym postępowaniem. Mama zawsze powtarza, że aby oceniać kogoś, powinno się zacząć od siebie. Naprawdę uważam, że to jest złota rada. Bo nie dociekając już kto ma rację to najzwyczajniej w świecie uważam, że każda z tych (naprawdę super dziewczyn) trochę się w tym wszystkim zapędziła. Jedno gorzkie słowo, zrodziło drugie i tak już poszło dalej.


Napisałam tutaj akurat o środowisku retro, ale nie myślcie, że to się zdarza tylko u nas. To samo się dzieje w każdej innej grupie tematycznej.
Patrycja opowiadała mi np. jak na grupach wegańskich kłócą się o to, kto jest, a kto nie jest prawdziwym weganinem.
Na grupie o królikach, wiesza się psy na kimś, że dał królikowi nie takie wiórki do klatki…
Przykładów można mnożyć, ale opisze Wam jeszcze taki dotyczący mojej osoby.

,,Cnotka niewydymka „

Jeśli obserwujecie mnie na FB lub IG to wiecie, że od czasu do czasu chodzę na spotkania różnych grup. Chociaż z żadną z nich się nie utożsamiam, to miło się spotkać i posłuchać innych osób z podobnymi zainteresowaniami. Wymaga to ode mnie sporego wysiłku, bo źle czuje się w nowym towarzystwie, jestem na początku dosyć bierna i wycofana, ale o tym już Wam pisałam.


Byłam kiedyś na pewnym spotkaniu, które nawet wydawało mi się bardzo miłe, niestety z różnych ludzkich przyczyn nie dotarłam na kolejne.
Koniec historii?
Nie do końca. Jakiś czas temu doszło do mnie to, co niektóre dziewczyny z tej grupy o mnie mówiły. Najpierw byłam w szoku, później zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie przykro. Naprawdę, nie ma to jak przypiąć łatkę do kogoś, kogo tak naprawdę się nie zna i ocenić go po jednym spotkaniu. Gratuluję!


I tak dowiedziałam się, że nie przyszłam więcej na spotkanie, bo dziewczyny żartowały z penisów i to mnie zgorszyło. Że jestem wielką damą, cnotką niewydymką i ogólnie to wyżej sram niż dupę mam.
Cóż za elokwentny opis mojej osoby! Szkoda, że żadna z zainteresowanych nie zapytała u źródła, czemu więcej się nie pojawiłam. Może wtedy dowiedziałaby się, że terminy w tygodniu o tej godzinie, gdzie po pracy muszę odebrać syna ze szkoły i dojechać jeszcze do Warszawy są dla mnie a wykonalne? Bo reszty, to nawet nie skomentuje. Ale jeszcze raz gratuluje i serdecznie pozdrawiam. Zastanawiam się też czy to brak czasu na poważniejsze rzeczy, kompleksy, czy przeciwnie zadufanie w sobie pcha Was do takiej opinii o innych?

Jak hejt na mnie wpłynął?

Nie jestem osobą, która przejmuje się opinią innych ludzi. Zazwyczaj liczy się dla mnie jedynie opinia moich bliskich. Tym bardziej słowa napisane w necie, spływają po mnie jak po kaczce. Większość z tych ludzi nie miałaby odwagi powiedzieć prosto w twarz tego, co ,,bezkarnie” pisze. Ale przyznam się Wam szczerze, że te w/w opinia trochę przelała moją czarę goryczy. Dlaczego?


Po pierwsze, na grupach obserwowałam to o czym pisałam wyżej, zamiast wsparcia i dopingu dla innych lub początkujących.
Po drugie, dołożyłam sobie tę opinie do worka innych bzdur i pierdół, które o sobie słyszę. Zrobił się on dosyć ciężki i zaczął mnie przytłaczać.
I po trzecie, najważniejsze, pękła moja złudna bańka bezpieczeństwa. Myślałam, że jeśli ze wszystkimi żyję dobrze, nie angażuje się w żadne konflikty i nie utożsamiam z żadną z grup to jestem bezpieczna. Okazało się inaczej.


W momencie kulminacji tego wszystkiego – uciekłam od social mediów publikując coś sporadycznie.
Przestałam pisać notki, pomimo tego iż wiele było zaplanowanych od dłuższego czasu, może jeszcze się tu pojawią?
Przestałam chodzić na jakiekolwiek spotkania i straciłam chęć do poznawania nowych ludzi, odkładając to na następną okazję.
Swojemu mężowi mówiłam, że zastanawiam się nad usunięciem wszystkiego, bo nie widzę już w tym sensu.
Ot takie pierdoły, prawda? Ale trochę się za mną ciągnęły, zanim osiągnęłam z powrotem równowagę.


Podsumowując

Wiecie, może się Wam wydawać, że to wszystko to jakieś bzdety, że przecież to jest tylko Wasza opinia i każdy ma prawo ją wyrazić. Oczywiście, że tak. Ale nigdy nie wiecie z czym akurat boryka się ta druga osoba. Może właśnie przechodzi depresje albo zmarł jej ktoś bliski i każda taka bzdeta dotknie ją teraz 10 razy mocniej, choć normalnie by po niej spłynęła? A później słyszy się o tragediach, załamaniach nerwowych, próbach samobójczych.
Naprawdę polecam zastanowić się trochę, zanim się coś powie lub napisze.
,,W internecie bądź sobą, chyba, że jesteś chamem, wtedy bądź kimś innym” – OLX zrobił ostatnio świetną kampanie dotyczącą hejtu i już zupełnie na koniec odsyłam Was do niej.

Leave comment

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.