Velvet – czyli moda lat 50 osadzona w serialu

Co przychodzi Wam na myśl kiedy słyszycie słowo ,,Velvet” ? Tak szczerze! Ja do niedawna przed oczami widziałam zwoje aksamitu lub co gorsza reklamę papieru toaletowego! Przyszedł jednak czas, że to się zmieniło.  Wszystko za sprawą hiszpańskiej produkcji, którą jakiś czas temu skończyłam oglądać. Dziś przedstawiam Wam zupełnie nowe znaczenie tej nazwy: Velvet – czyli moda lat 50 osadzona w serialu. I uwaga! Mogą pojawić się drobne spoilery!

Hiszpańska telenowela

Od niedawna wróciłam do oglądania seriali i mam sporo do nadrobienia. Pomimo iż Velvet jest pierwszą produkcją, o której Wam piszę to nie od niej zaczęłam swój powrót. Przyznam się, że pierwszy odcinek mnie nie porwał i ciężko było mi przestawić się na śledzenie hiszpańskiej telenoweli (zwłaszcza po The Crown). Może i z górnej półki, ale jednak telenoweli. Na szczęście albo fabuła z czasem się rozkręciła albo to ja w końcu wkręciłam się w całą historię i obejrzałam całe 4 sezony.

Samolot z papieru

Akcja rozgrywa się  w Madrycie w ekskluzywnym domu mody – Velvet. To tam jako dzieci poznają się główni bohaterowie Ana Riviera (Paula Echevarria) i Alberto Marquez (Miguel Silvestre). Jak możecie się domyśleć, połączyła ich wielka miłość. Jej symbolem stał się samolot z papieru, dzięki któremu przekazywali sobie wiadomości. Historia stara jak świat. Młodzi szaleńczo w sobie zakochani ludzie pragną być razem pomimo różnic społecznych. Jednak cały czas coś staje im na przeszkodzie. Ona jest tylko zwykłą krawcową pracującą w galerii. On jej przyszłym dziedzicem. Rozdzieleni przez rodzinę nie widzą się przez 8 lat. W końcu młody Marquez wraca, a para znów postanawia być razem. Jednak teraz na drodze staje im życie. Alberto musi zająć się rodzinną galerią. Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wydaje się być dobrze prosperującym biznesem – jest w opłakanym stanie. Z pomocą przychodzi mu przyjaciel rodziny, składając dość niemoralną propozycję. W zamian za pomoc finansową, ma on poślubić jego córkę Cristine (Manuela Velasco). Ana dla dobra firmy i pracowników usuwa się w cień. Myślicie, że to głupota? Ja też! Ale akcja toczy się dalej i niejednokrotnie przyjdzie im żałować podjętej decyzji.

Ta druga

Cristina Otegui, która od lat skrycie kocha się w Alberto, nie ma pojęcia o jego układzie ze swoim ojcem. Szczęśliwa, całkiem nieświadomie wchodzi w swego rodzaju miłosny trójkąt.  Ona kocha Albero. Alberto kocha Anę, a Ana poświęca się dla sprawy. Cristina docelowo ma być czarnym charakterem. Tą złą, egoistyczną manipulantką bez serca, która niszczy wielką miłość dwójki ludzi. Problem w tym… że ona taka nie jest! Początkowo zamiast plugawej intrygantki dostajemy ciepłą, sympatyczną i szczerą postać, której nie sposób nie lubić. Momentami to Ana wydaje się być tą gorszą! Panna Otegui nie mając pojęcia w co została wciągnięta, stara się wspierać swojego narzeczonego jak tylko może. Jej postać ewoluuje dopiero w 3 sezonie. Skrzywdzona, odrzucona i wspierana przez swoją szwagierkę , za wszelką cenę chce zniszczyć Anę i odzyskać Alberto. Swoim postępowaniem, intrygami i kłamstwami sprawia, że odwracają się od niej wszyscy przyjaciele i bliscy. A jej koniec? No cóż… nie będę Wam zdradzać wszystkiego. 🙂

Różowa wstążka

Oczywiście poza modą oraz głównymi bohaterami i ich historią, w serialu pojawia się masa wątków pobocznych. Niekiedy bardziej ciekawych niż ten główny. Wszyscy pracownicy są jak jedna wielka rodzina, a ich losy wzajemnie się przeplatają. Nie jest to trudne, skoro Velvet jest ich domem. Pracownicy (a przynajmniej ich część) przeżywają wszystko wspólnie i starają się sobie pomagać. Czasem za wszelką cenę. Dzielą się sukcesami i radościami, ale również tymi mniej radosnymi chwilami i problemami. A pojawia się ich całkiem sporo. Przez problemy w miłości i kłótnie rodzinne po problemy z zajściem w ciążę, poronienie i  chorobę. Trzeci i czwarty sezon stoi pod znakiem różowej wstążki i dużo mówi się w nim o chorobie nowotworowej. Niestety zachoruje na nią jedna z bardziej sympatycznych postaci. Wątki medyczne ukazują też, jak mała była świadomośc ludzi w tamtych czasach jeśli chodzi o zdrowie i leczenie. Często świadomość ta rosła lub malała w zależności od klasy społecznej. Nie mniej jednak, dzięki Ci Panie za XXI wiek  i za to, że nikt nie każe mi sikać na żabę!

Czemu warto śledzić?

Ja zdecydowałam się zacząć ze względu na scenografię i kostiumy. Zwłaszcza ze względu na kostiumy! Seriale i filmy osadzone w interesującym nas czasie mogą być prawdziwą kopalnią inspiracji. Ale warto też po prostu nacieszyć oko. Serial wyraźnie pokazuje różnicę w zależności od klasy społecznej, jak również w zależności od okazji. I tak obserwujemy jak ubierała się i gdzie spędzała czas klasa robotnicza i jak to się miało do sfer wyższych. Możemy zobaczyć jaki strój obowiązywał do pracy, na bankiet, w ciąży, pogrzeb, wesele czy ślub. Mamy okazję przyjrzeć się nie tylko strójowi wierzchniemu, ale również bieliźnie ubiegłego wieku, a także sposobom  pielęgnacji ówczesnych kobiet. Sprawa ma się podobnie jeśli chodzi o wnętrza. Podróżujemy między skromnymi pokojami pracowników po luksusowe domy urządzone z przepychem. Dodatkowo jak to przystało na serial o modzie, pojawia się cała masa szycia, projektowania i materiałów. Obudziło to we mnie dawno uśpioną chęć, aby znów usiąść do maszyny i kontynuować  swoją naukę krawiectwa. Przez natłok obowiązków zrzuciłam to na dalszy plan. Ale dzięki tej produkcji na pewno do tego wrócę!

Historia toczy się dalej

Jak się okazuje we wrześniu w Hiszpanii został wyemitowany piąty sezon serialu. Tym razem akcja rozgrywa się w latach 70-tych. Na razie nie jest dostępny w Polsce, ale to na pewno kwestia czasu 🙂 Nie wiem jednak czy tym razem się skuszę. Lubię lata 50-te, znajdę dla siebie też coś w 60-tych, ale lata 70-te to już trochę nie moja bajka.

 

A jak Wam się podoba? Będziecie oglądać? Czy jednak tak jak ja zostanie tylko przy latach 50-tych i 60-tych?

Buziaki!

Sylwia