Krótka historia turbanu – od sułtańskiego dworu po kobiece głowy

Każda pasjonatka mody retro wie, jak ważnym elementem stylizacji jest nakrycie głowy. Przez lata miały one różne fasony i wzory. Są takie, które na stałe wpisały się w kanon mody. Jak również, te które zapożyczyłyśmy  dla siebie z mody męskiej. Jednym z bardziej rozpoznawalnych, oryginalnych i zwracających uwagę jest turban. Przez lata cieszył się falowo większą i mniejszą popularnością by po latach 70-tych zniknąć. Mogłoby się wydawać, że na dobre, jednak obecnie można zaobserwować, że ponownie wrócił do łask. Dziś przedstawiam Wam jak wyglądała historia turbanu.

Jak turban znalazł się na damskich głowach?

Wszystko zaczęło się na początku XX wieku za sprawą francuskiego projektanta Paula Poiret. Śmiało można go nazwać Królem Mody ówczesnych czasów. Był zafascynowany orientem i kulturą Wschodu, co zaowocowało w jego pracach. Oprócz zdobionych sukni, spodni i płaszczy inspirowanych kimonem, sprowadził on również na salony sułtańskie nakrycia głowy – turbany. Ozdabiał je piórami i szlachetnymi kamieniami, a do ich uszycia używał najlepszych materiałów. Ponoć najbardziej lubował się w aksamicie i adamaszku.

Po lewej – Paul Poiret przy pracy z modelką. Po prawej – turban projektu Paula Poiret
Kolejne z dzieł projektanta

Turban i lata 20

Mimo, iż turbany z marszu zostały entuzjastycznie przyjęte przez spragnioną nowości elite to swój prawdziwy rozkwit miały w latach 20-tych. W złotej erze Hollywood sięgały po niego największe gwiazdy. Stał się on również bardziej dostępny dla innych klas społecznych, które goniąc za trendami zawijały na głowie szale i tkaniny. Niejednokrotnie w gazetach można było znaleźć zdjęcia i porady jak prawidłowo się do tego zabrać.

Instrukcja wiązania turbanu. Lata 20-te
Poradnik w prasie
Turban w toalecie wieczorowej. Lata 20-te

Chwilowy spadek formy i powrót w latach 40

W latach 30-tych popularność turbanu przycichła. Ponownie do łask wrócił w latach 40-tych. Nie był już tak bogato zdobiony i częściej zakładano go do strojów dziennych niż na wieczorowe wyjścia. Zmieniła się też jego forma. Zazwyczaj był upinany wysoko, misternie drapowany, finezyjnie zakończony i często przybrany kwiatami. Wiele kobiet zamiast gotowych turbanów od modystek wybierały te własnoręcznie zakręcone. Oprócz szali i tkanin wybierały do tego również zimowe szaliki robione na drutach. Na rynku można było znaleźć specjalne wypełniacze, na których zawijało się wybrany materiał. Dużo inspiracji, jak również reklam gotowych nakryć głowy widniało w ówczesnej prasie. A w 1942 roku w brytyjskiej telewizji PATHE można było zobaczyć instruktaż z kilku sposobów wiązania turbanu.

Akcesoria do wiązania turbanu, jak również dostępne już modele
Do przybrania oprócz biżuterii i innych ozdób często służyły kwiaty
Gotowy turban robiony na drutach oraz te z szalików zimowych

Ostatni powrót do łask

Po szaleńczej popularności w latach 40-tych, turban znów schował się w cień. Choć w latach 60-tych Sophia Loren wystąpiła w bogato zdobionym turbanie na okładce Vogue. To ostatni wielki zachwyt nim przypadł na lata 70-tych. Wraz z powrotem glamour, także on wrócił na salony, jednak podobnie jak w latach 20-tych w wieczorowej formie. Najchętniej nosiły go gwiazdy i bywalczynie modnego wówczas Studia 54.

Sophia Loren, okładka Vogue 1965 rok
Bianca Jagger, lata 70-tych

Od lat 70-tych aż do dziś coraz rzadziej można zauważyć na ulicach kobiety w turbanach. Choć sytuacja ta delikatnie zmienia się w ostatnim czasie i kobiety zaczynają sięgać po to nakrycie głowy, to jest to zdecydowana mniejszość. A szkoda!

Beatrix Ost – prawda, że piękna?

Ja sama dość długo musiałam zbierać się na odwagę, aby zacząć eksperymentować z tą częścią garderoby. Zazwyczaj sięgałam po kapelusze i berety, a turbanom przyglądałam się z zaciekawieniem i zazdrością. Nadszedł jednak ten dzień kiedy zebrałam się na odwagę i postanowiłam spróbować. Efekty moich eksperymentów możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej. W pierwszej kolejności zdecydowałam się na samodzielne kręcenie turbanów. Przeszukałam swoje szale i okazało się, że nie mam zbyt dużego wyboru. Udało mi się jednak coś  stworzyć. Jestem na tyle zadowolona z efektów, że nawet zastanawiam się nad zakupem gotowego modelu. Sama nie wiem, dlaczego tak długo z tym zwlekałam. Są ładne, wygodne i idealne na #badhairday. Zawinięcie turbanu trwa zdecydowanie krócej niż ułożenie włosów, a daje równie ciekawy efekt. Jeśli myślicie, że będziecie mnie widywać w nich teraz częściej, to macie racje!

A Wam jak podobają się efekty? I co, myślicie o tym nakryciu głowy? Macie, lubicie, nosicie?