Wesel ciąg dalszy

Nie wiem czy też tak macie, ale my na każde wesele szykujemy się na wariata…
Od zawsze… 😛
Nawet jeśli mamy już wszystko zaplanowane i naszykowane, to zawsze wyskoczy COŚ…
I to COŚ zawsze rujnuje nasze plany i dyspozycyjność czasową.
Naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio wyszykowaliśmy się i spokojnie dotarliśmy na czas.
Przed swoim własnym ślubem też odbyłam szaleńczy, nocny maraton na kilka dni przed.
Ale to inna i długa historia.

Normalność nie jest naszą mocną stroną 😉

Po co, to wszystko pisze?
Bo 2 tygodnie temu mieliśmy okazję być na kolejnym weselu i jak się pewnie domyślacie, chciałam się z Wami podzieli moją stylizacją.
Zazwyczaj na wesela wybieram sweet dress.
Najbardziej pasują do okazji, a w tańcu są bardzo efektowne. Dodatkowym ich plusem jest to, że nie widać w nich mojej ,,ciąży spożywczej” gdy się najem 😛

Główna bohaterka na manekinie, bez halki.

Tym razem wyciągnęłam z szafy sukienkę polskiej (niestety już nie istniejącej) marki Lady Carotta.
Kupiłam ją ponad rok temu na wesele Kamila i Agnieszki <3. Ale towarzyszyła mi też przy innych okazjach. W oryginale miała być różowa, ale przez niedostępność materiału – wyszła biała.
Ogólnie jestem przeciwna zakładaniu białej sukienki na wesele. Uważam, że ten kolor jest zarezerwowany dla Panny Młodej. Jedna przy tej sukience jestem skłonna złamać tą zasadę, bo przecież nie jest ona taka do końca biała. Ma czarne groszki i kołnierzyk, a przy czarnych dodatkach, nabiera zupełnie innego wyrazu.

Poloneza czas zacząć! A czemu by nie we 3? 😛 / Wesele Kamila i Agnieszki

Kocham ten uśmiech :*

Niestety zapomniałam ją zanieść do krawcowej w celu dokonania jednej poprawki…
I z duszą na ramieniu musiałam zrobić ją sama w dniu wesela.
Niestety pochłonęło mnie to dosyć mocno czasowo i nadszarpnęło dosyć mocno nasz czas.
Krawcowej pewnie zajęłoby to chwile, ale ja jestem mniej obyta z maszyną.

Zdjęcie robione w biegu…

Reszta szła już na wariata, bo lada chwila mieliśmy wyjeżdżać.
Oczywiście jak na złość moje włosy nie chciały współpracować, ułożyć się, ani natapirować. Ponieważ nie miałam też czasu za bardzo się wczuwać – dałam za wygraną. Niestety loki, które udało mi się zrobić, dosyć szybko się wyprostowały.
Byłam nawet zadowolona ze swojego makijażu, choć z pośpiechu nie nakleiłam sztucznych rzęs.

Barwny ptak…

Mniej więcej ujarzmione włosy.

Jak wspominałam wcześniej postawiłam na czarne dodatki. Ponieważ było zimno, założyłam czarny żakiet. Do tego dobrałam buty i jedną ze swoich ulubionych torebek w tym samym kolorze.
Ponieważ w dalszym ciągu nie dorobiłam się nylonów z czarnym szwem, założyłam rajstopy. Też ze szwem 😛 Lubię je, ale irytuje mnie w nich to, że cały czas przekręca mi się w nich pięta.
We włosy wpięłam fascynator z sinamay. Nie wszystkim się to podoba, ale ja lubię mieć coś we włosach. Chustkę, kwiaty, toczek… nieważne co. Ważne, że dzięki temu stylizacja staje się zupełnie inna.

💓

Mój fascynator na mojej już mocno sfatygowanej fryzurze…

W końcu udało się nam dotrzeć i dzięki kierowcy nie spóźniliśmy się, aż tak bardzo. Niestety nie mogliśmy zostać długo, ze względu na dziennikarskie zobowiązania Bartka. I umówione wywiady, podczas trwającego wówczas WGW.

Młodej Parze dziękujemy za zaproszenie i życzymy wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.
🙂

Ah! I jeszcze specjalne podziękowania dla Piotrka, który był naszym kierowcą!

Dziękuje, że dowiozłeś nas w jednym kawałku. I że Kuba zobaczył sarnę 😛

Sukienka: Lady Carotta 
Żakiet: Reservet
Buty: CCC, prezent od mamy
Torebka: vintage, zakupiona w lumpeksie
Fascynator: zakupiony w lumpeksie
Klipsy: vintage, pamiątka po babci